By The Table
Zajmujemy się kompleksową aranżacją florystyczną ślubów oraz innych imprez okolicznościowych. Dzięki naszym dekoracjom każda uroczystość będzie bajkowa.
Zajmujemy się organizacją i aranżacją uroczystości zaślubin oraz innych imprez okolicznościowych. Przez kwiaty odtwarzamy ludzkie emocji i wierzymy, że bukietem kwiatów można namalować drugiego człowieka. Kolekcjonujemy i tworzymy unikalne przedmioty, dzięki którym każdy projekt jest nietypowy i stworzony indywidualnie pod potrzeby klienta. Charakteryzuje nas pasja i kreatywność oraz przekonanie, że można wszystko. Chcemy połączyć nasze i Wasze pomysły dzięki czemu stworzymy coś naprawdę pięknego.
Wszystkie moje koleżanki porobione.
Cycki, botoksy, liftingi, rzęsy, paznokcie…
A ja?
Ja jestem zrobiona od 16 winem. 🤣🍷
I jakoś NIKT TEGO NIE DOCENIA.
Bo umówmy się — florystka w sezonie ma trochę inne priorytety.
Paznokcie? Byle dało się nimi jeszcze obierać róże.
Włosy? Byle gumka wytrzymała do niedzieli.
Cera? Sen podobno pomaga, ale nie miałam okazji sprawdzić.
Kręgosłup? Nie pytajmy go o zdanie. 😂
Najważniejsze, żeby róża była piękna.
Żeby hortensja się napiła.
Żeby nic nie zwiędło.
Żeby wszystko dojechało w całości.
Żeby na stołach stanęło dokładnie tak, jak sobie wymarzyliśmy.
A my?
My możemy nie spać. Możemy nie jeść. Możemy dźwigać wiadra z wodą, skrzynki, konstrukcje i pół pracowni. Możemy o 4 rano wyglądać jak własne zdjęcie „przed”, bo przecież kwiaty muszą wyglądać jak „po”. 🤣
I chyba właśnie to jest najbardziej absurdalne w tym zawodzie — dbamy o każdą różę bardziej niż o siebie.
Więc trochę uznania dla kobiet florystek. ❤️
Za ręce wiecznie podrapane od róż. Za paznokcie, które widziały rzeczy. Za plecy, które powinny dostawać dodatek za szkodliwe warunki pracy. Za nieprzespane noce, hektolitry kawy i wszystkie te „tylko jeszcze to skończę”.
Bo może nie jesteśmy zrobione…
ale jesteśmy wyrobione. 😂🌸
Ile razy rzucałam florystykę?
Nie wiem. Nikt tego nie liczy. 😂
Ile razy mówiłam: MAM DOŚĆ. To był ostatni weekend. Znajdę sobie normalną pracę. Wymyślę biznes, w którym człowiek ŚPI.
Ile razy płakałam?
Klęłam?
Krzyczałam?
Kopałam kartony w pracowni i obrażałam się na cały rynek ślubny?
Tego też nikt nie zliczy. 😂
I właśnie dlatego na tym filmie tłumaczę koledze mój kolejny genialny pomysł na biznes.
Bo po każdym ciężkim weekendzie jestem absolutnie przekonana, że tym razem naprawdę rzucam kwiaty.
Będę robić cokolwiek.
Byle nie wstawać o 2:00.
Byle nie nosić wiader z wodą.
Byle nie zastanawiać się, dlaczego zamówiłam TYLE kwiatów.
Byle moje plecy przestały mieć własne zdanie.
I wiem, że każdy florysta miał ten moment.
„Koniec. Sprzedaję wszystko.”
A potem przychodzi czwartek…
…i znowu jedziesz po kwiaty. 😂🌸
Bo chyba największym problemem florystów jest to, że my tę robotę jednocześnie kochamy i mamy jej serdecznie dość.
Czwartek. Giełda. Lista zakupów gotowa.
Wszystko policzone. Wszystko zaplanowane. Budżet się zgadza.
I wtedy wchodzisz na giełdę. 😂
I nagle okazuje się, że tutaj nie obowiązują żadne znane człowiekowi prawa.
Grawitacja? Nie działa.
Matematyka? Też nie.
Oszczędzanie? Nigdy o nim nie słyszeliśmy.
Bo przecież przyszłam TYLKO po to, co mam na liście.
Ale te róże są przepiękne.
Te hortensje też mogą się przydać.
A to? Tego nawet nie planowałam, ale jak mam tego NIE WZIĄĆ?! 😂
I tak lista zakupów powoli staje się jedynie luźną sugestią, a budżet — wspomnieniem.
Podobno pieniądze można pomnażać.
Ja od lat próbuję najpierw ustalić, jak sprawić, żeby w ogóle trzymały się florysty. 😂
Bezskutecznie.
Bo giełda kwiatowa to nie są zakupy.
To jest miejsce, w którym rozsądek zostaje na parkingu. 🌸😂
Każdy florysta ma swoją zmorę. 😂
Jedni powiedzą, że transport. Inni, że upał, wiatr albo pobudka o 2:00.
A ja Wam powiem: WINIETKI.
Bo samo rozłożenie ich to jeszcze nic. Prawdziwa zabawa zaczyna się wtedy, kiedy dostajemy odręcznie napisany plan usadzenia gości i próbujemy rozszyfrować hieroglify. 😂
„Misia” — okej, ale która Misia?
„Dyzio” — cudownie, tylko na winietce mamy pana Dariusza Kowalskiego.
„Najlepsza druhna ❤️” — też pięknie, ale w pudełku leżą trzy Anny i dwie Karoliny. 😂
I zaczyna się florystyczne śledztwo:
kto jest kim, gdzie siedzi i jak właściwie ma na nazwisko?!
Dlatego w imieniu florystów całego świata mamy jedną malutką prośbę: 🙏
plan usadzenia wysyłajcie nam w Excelu albo Wordzie, dokładnie takimi imionami i nazwiskami, jakie znajdują się na winietkach.
Wasza „ciocia Bożenka” dla nas może być Barbarą Nowak i naprawdę nie mamy szans się tego domyślić. 😂
Panny Młode — kochamy Was. ❤️
Ale błagamy… nie każcie nam grać w weselne sudoku na godzinę przed przyjazdem gości. 😂
Florysto, zajrzyj dziś do galerii w swoim telefonie.
Bo bardzo możliwe, że wszystko, o czym kiedyś marzyłeś, masz teraz zapisane właśnie tam.
Pierwszy bukiet.
Pierwsza realizacja.
Pierwszy ślub, przed którym ręce trzęsły się bardziej niż kwiaty w samochodzie.
Pierwszy bukiet ślubny, który poprawiałeś piętnaście razy, bo przecież miał być najpiękniejszy na świecie.
A potem jakoś zaczęło się dziać.
Więcej realizacji. Większe projekty. Trudniejsze konstrukcje. Setki kilometrów. Tysiące kwiatów. Coraz więcej doświadczenia.
I chyba w tym wszystkim za rzadko patrzymy za siebie.
Ciągle chcemy więcej. Lepiej. Wyżej. Piękniej.
Patrzymy na to, czego jeszcze nie mamy, zamiast zobaczyć, jak wiele już zrobiliśmy.
Mało się chwalimy.
Mało sobie gratulujemy.
Za szybko uznajemy kolejne osiągnięcia za coś „normalnego” i biegniemy po następne.
A przecież ta osoba sprzed kilku lat prawdopodobnie nie uwierzyłaby, gdyby zobaczyła, gdzie jesteś dzisiaj.
Więc zatrzymaj się na chwilę.
Przewiń galerię kilka lat wstecz.
Znajdź swój pierwszy bukiet. Pierwszą dekorację. Pierwsze wesele.
I potem spójrz na to, co robisz dzisiaj.
Może nie jesteś jeszcze tam, gdzie chcesz być.
Ale jesteś dokładnie w miejscu, o którym kiedyś marzyłeś. 🤍
I to też warto czasem zauważyć.
Gdyby ktoś porwał florystkę pod koniec sezonu… to po godzinie sam by ją odwiózł. 😂
Bo gęba mi się nie zamyka.
Opowiedziałabym mu o pobudkach o 2:00, giełdzie, tonach kwiatów i hektolitrach wody. O tym, ile razy coś nie chciało stać, wisieć albo współpracować. O deszczu, upale, wietrze, stresie i tym jednym telefonie, po którym trzeba było zmienić pół planu.
Ale opowiedziałabym mu też o Was.
Bo sezon powoli się kończy, a ja mam w sobie ogrom historii, których jeszcze kilka miesięcy temu nie znałam.
Historii Waszych ślubów. Waszych rodzin. Waszych wzruszeń, stresów, zmian zdania, telefonów i wiadomości. Tego, co działo się przed tym dniem i czasem tego, co wydarzyło się już po nim.
I chyba właśnie to jest w tej pracy najbardziej niezwykłe.
Że na chwilę wpuszczacie nas bardzo blisko. Ufacie nam w jednym z najważniejszych dni swojego życia i powierzacie nam kawałek swojej historii.
Kwiaty zwiędną. Dekoracje rozbierzemy. Samochody rozpakujemy i za chwilę zaczniemy kolejny weekend.
Ale to, co przeżyliśmy razem w tym sezonie, już z nami zostanie.
I kiedy patrzę na jego końcówkę, czuję przede wszystkim ogromną wdzięczność.
Za doświadczenie.
Za emocje.
Za wszystkie historie, które znam właśnie dzięki Wam.
I za to, że to właśnie nam zaufaliście. 🤍
23/09/2026
Wierzchowiska w trochę innym wydaniu. 🤍🍋🟩
Tym razem bez miliona kolorów i bez przeładowania kwiatami. Biel, soczysta zieleń i… limonki, które zrobiły tutaj całą robotę.
Kalle, anturium, delikatne białe kwiaty, dużo zielonych struktur i owoce potraktowane jak pełnoprawny element dekoracji. Prosto, świeżo, trochę nowocześnie, ale nadal elegancko.
Lubię takie realizacje, bo pokazują, że dekoracja nie musi krzyczeć ilością. Czasem wystarczy jeden mocniejszy pomysł, konsekwencja i odpowiednio dobrane detale, żeby całość miała charakter.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię florystykę — że nawet zwykła limonka może nagle dostać zupełnie nowe życie. 🍋🟩
23/09/2026
Wierzchowiska w trochę innym wydaniu. 🤍🍋🟩
Tym razem bez miliona kolorów i bez przeładowania kwiatami. Biel, soczysta zieleń i… limonki, które zrobiły tutaj całą robotę.
Kalle, anturium, delikatne białe kwiaty, dużo zielonych struktur i owoce potraktowane jak pełnoprawny element dekoracji. Prosto, świeżo, trochę nowocześnie, ale nadal elegancko.
Lubię takie realizacje, bo pokazują, że dekoracja nie musi krzyczeć ilością. Czasem wystarczy jeden mocniejszy pomysł, konsekwencja i odpowiednio dobrane detale, żeby całość miała charakter.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię florystykę — że nawet zwykła limonka może nagle dostać zupełnie nowe życie. 🍋🟩
22/09/2026
Są takie kwiaty, które właściwie nie potrzebują żadnej reklamy.
Peonie zdecydowanie do nich należą. 🤍
Duże, miękkie, trochę nieprzewidywalne. Jednego dnia zamknięte w małą kulkę, a chwilę później otwierają się tak, że trudno oderwać od nich wzrok.
I chyba właśnie za to je kocham.
Bukiet z peonii nie potrzebuje miliona dodatków. One same robią całą robotę — mają w sobie romantyczność, lekkość i tę odrobinę luksusu, która nie jest nachalna.
A kiedy trafiają do bukietu ślubnego… naprawdę niewiele więcej trzeba. 🌸
Tylko jest jeden mały problem — sezon na peonie trwa zdecydowanie za krótko. 😅
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Kontakt: firmę
Strona Internetowa
Adres
Lublin
20-074
Godziny Otwarcia
| Poniedziałek | 09:00 - 17:00 |
| Wtorek | 09:00 - 17:00 |
| Środa | 09:00 - 17:00 |
| Czwartek | 09:00 - 17:00 |
| Piątek | 09:00 - 17:00 |
Ostrzeżenia
Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy By The Table umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.